„Przecież cię nie bije”. Dość usprawiedliwiania przemocy psychicznej

Można nie mieć siniaków i bać się własnego partnera. Można słyszeć zapewnienia o miłości, a jednocześnie nie mieć swobody wydawania pieniędzy, spotykania się z bliskimi czy wyrażania sprzeciwu. Przemoc domowa nie ogranicza się do uderzeń. Obejmuje również poniżanie, zastraszanie i kontrolę, która odbiera drugiej osobie niezależność.

I dlatego trzeba powiedzieć jasno: dość pieprzenia, że skoro nie ma siniaków, to nie ma problemu.

Przykłady pochodzą z publicznych wpisów na polskich i anglojęzycznych forach oraz z publicznie opisanej historii osoby doświadczającej gaslightingu. Są to relacje ich autorek, których nie zweryfikowano niezależnie. Każdy przykład dotyczy osobnej historii. Z wyjątkiem oznaczonego cytatu relacje przedstawiono własnymi słowami, bez nazwisk i pseudonimów. Wyjaśnienia mechanizmów przemocy oparto na materiałach organizacji pomocowych.

Dla znajomych sympatyczny człowiek. W domu — strach

Na polskim forum kobieta opisała partnera, który po narodzinach dziecka zaczął ograniczać jej kontakty ze znajomymi. Według jej relacji poniżał ją, wyzywał i groził skrzywdzeniem jej lub dziecka. Jednocześnie poza domem pozostawał uprzejmy i robił dobre wrażenie.

Kiedy opowiedziała rodzinie o tym, co przeżywa, spotkała się z niedowierzaniem. Bliscy przekonywali ją, że przesadza, przypominali o dzieciach i pytali, jak poradzi sobie sama. W swoim wpisie nie pytała już tylko o to, jak się ochronić. Pytała, jak sprawić, żeby ktokolwiek jej uwierzył.

To w tej historii szczególnie bolesne: prośba o wsparcie zamieniła się w konieczność udowadniania własnego cierpienia.

Uprzejmość przy rodzinnym stole nie jest odpowiedzią na informację o groźbach w domu. Dobre wrażenie nie powinno zastępować wysłuchania osoby, która mówi, że się boi.

Nie musisz widzieć przemocy na własne oczy, żeby potraktować informację o zagrożeniu poważnie.

Usunął wiadomości. Potem pokazał telefon jako dowód, że niczego nie było

Na anglojęzycznym forum uczestniczka opisała powtarzającą się sytuację. Znajdowała w telefonie męża wiadomości, które wskazywały w jej ocenie na emocjonalną zdradę. Kiedy o nie pytała, zaprzeczał. Według autorki usuwał następnie korespondencję i pokazywał telefon jako potwierdzenie, że takich wiadomości nie ma.

Ona pamiętała, co przeczytała. On przedstawiał brak wiadomości jako argument przeciwko jej relacji. Kobieta opisywała narastającą dezorientację i wątpliwości, czy nie reaguje przesadnie.

To przykład sytuacji, w której problemem nie jest już wyłącznie kłamstwo. Podważana zostaje zdolność drugiej osoby do oceny tego, co widziała.

Gaslighting może polegać na zaprzeczaniu zdarzeniom, kwestionowaniu pamięci, pomniejszaniu uczuć i odwracaniu rozmowy od zachowania osoby krzywdzącej. Powtarzający się schemat może sprawiać, że osoba doświadczająca przemocy coraz mniej ufa sobie i coraz bardziej polega na wersji przedstawianej przez partnera.

W innej opisanej historii kobieta zaczęła podejrzewać u siebie początki demencji lub chorobę psychiczną. Do psychologa trafiła za namową siostry. Początkowo odrzucała myśl, że doświadcza przemocy, ponieważ partner jej nie bił ani nie krzyczał.

Nie powinno być tak, że aby spokojnie porozmawiać we własnym domu, trzeba najpierw zgromadzić dowody na wiarygodność własnej pamięci.

Nie pozwalał jej spać. Przecież „tylko czegoś szukał”

Autorka kolejnego anglojęzycznego wpisu opisała byłego partnera, który miał czekać, aż zaśnie, a następnie wchodzić do sypialni, zapalać światło, włączać telewizor i hałasować przy szafach oraz szufladach. Według niej powtarzało się to niemal każdej nocy przez wiele lat. Opisała również zakłócanie snu dziecka, które wcześniej długo uspokajała.

W tym samym wątku pisała, że mimo późniejszego wejścia w bezpieczniejszą relację nocne wybudzenia nadal budziły w niej silne emocje.

Nie każde chrapanie, przypadkowy hałas czy odmienne godziny zasypiania oznaczają przemoc. Czym innym jest jednak celowe uniemożliwianie odpoczynku, uporczywe budzenie albo karanie za zaśnięcie. Organizacje wspierające osoby krzywdzone opisują pozbawianie snu jako jedną z metod kontroli. Długotrwały brak snu może pogarszać koncentrację, pamięć i zdolność radzenia sobie z codziennymi zadaniami.

W takiej sytuacji nie wystarczy porada, żeby kupić lepsze zatyczki do uszu. Trzeba przyjrzeć się temu, czy druga osoba respektuje podstawową potrzebę odpoczynku.

Sen nie jest nagrodą za posłuszeństwo. Nie trzeba na niego zasługiwać.

Kluczyki, prąd, pieniądze. Kontrola ma bardzo konkretne narzędzia

Na polskim forum dorosła córka opisała powrót do rodzinnego domu. Według jej relacji ojciec wszczynał awantury, wyzywał, odcinał prąd i zabierał kluczyki od samochodu. Autorka planowała kolejną wyprowadzkę, ale martwiła się o matkę. Pisała, że matka nie chce odejść, ponieważ zainwestowała w dom wszystko, co miała.

Ta relacja pokazuje, dlaczego pytanie „to czemu po prostu nie wyjdzie?” może być tak oderwane od sytuacji opisywanej przez osobę krzywdzoną.

Przemoc ekonomiczna nie sprowadza się do zabierania gotówki. Może obejmować ograniczanie dostępu do konta, utrudnianie pracy, przejmowanie wynagrodzenia, wymuszanie zadłużenia czy kontrolowanie możliwości korzystania z samochodu i telefonu. Pozbawienie dostępu do takich zasobów może utrudniać zarówno codzienne funkcjonowanie, jak i szukanie pomocy.

Wspólny budżet i uzgodnione oszczędzanie nie są tym samym co jednostronna kontrola podtrzymywana strachem. Warto pytać: czy obie osoby znają sytuację finansową, mają wpływ na ustalenia i mogą bez obawy poruszyć temat własnych potrzeb?

Pieniądze nie powinny służyć do kupowania czyjegoś posłuszeństwa. Dach nad głową nie daje prawa do poniżania człowieka, który pod nim mieszka.

„Czułam się wtedy jak gówno”. A dzieci powtarzały oskarżenia

W innym polskim wpisie kobieta opisała awanturę podczas jazdy samochodem. Według jej relacji mąż krzyczał i przeklinał, obwiniając ją o problem ze zderzakiem. Wszystko działo się przy dzieciach. Później dzieci przez kilka dni powtarzały, że to ona jest winna.

Autorka podsumowała swoje samopoczucie słowami: „Czułam się wtedy jak gówno”. W tym samym wpisie opisywała ośmieszanie w towarzystwie, awantury o wydatki na leki i rozmowy, w których konkretny problem ustępował miejsca wyliczaniu jej wad.

Nie trzeba poprawiać tego zdania na bardziej eleganckie, żeby nadawało się do rozmowy o przemocy. Jego dosadność oddaje sposób, w jaki autorka opisała własne upokorzenie.

Istotne jest również to, co opowiedziała o dzieciach. Dzieci nie muszą być bezpośrednio bite, żeby przemoc w rodzinie wpływała na ich dobrostan. Dorastanie w takim środowisku może wiązać się z trudnościami emocjonalnymi i zachowaniem wskazującym na cierpienie.

Nie jest to oskarżenie wobec rodzica, który próbuje przetrwać. Odpowiedzialność za krzywdzenie nie przechodzi na niego dlatego, że ma dzieci. To argument za udzieleniem rodzinie realnego wsparcia, zamiast kolejnego pouczenia, że trzeba „wytrzymać dla ich dobra”.

Dziecko potrzebuje bezpieczeństwa, nie pozorów, że w domu wszystko jest w porządku.

Zaczynasz od rozmowy o krzywdzie. Kończysz, tłumacząc się z własnej reakcji

W opisanych relacjach pojawia się jeszcze jeden ważny wątek: odsuwanie odpowiedzialności od osoby, której zachowanie wywołało sprzeciw. W przywołanym polskim wpisie autorka pisała, że mąż po awanturze przedstawiał siebie jako pokrzywdzonego jej milczeniem.

Szerszy mechanizm przerzucania winy polega na przekonywaniu drugiej osoby, że to ona spowodowała krzywdzenie: swoim zachowaniem, pytaniem, odmową albo emocjami. Stres, alkohol czy trudne doświadczenia mogą pojawiać się jako usprawiedliwienia, ale nie zdejmują odpowiedzialności za przemoc.

Można rozmawiać o tym, jak obie strony reagują w trudnych sytuacjach. Nie wolno jednak używać tej rozmowy do wymazania gróźb, poniżania czy przymusu.

Czyjś płacz nie jest zgodą na dalsze upokarzanie. Złość nie daje drugiej osobie prawa do zastraszania. A odmowa seksu nie usprawiedliwia nacisku na niechciany kontakt.

Nie trzeba być zawsze spokojną, idealnie uprzejmą i bezbłędną osobą, żeby mieć prawo do ochrony.

Nie każda kłótnia jest gaslightingiem. Ale nie każdą przemoc można nazwać kłótnią

Nieporozumienie, odmienna pamięć rozmowy czy nieudana próba żartu nie wystarczają do rozpoznania całego mechanizmu przemocy. Trzeba przyjrzeć się kontekstowi: kontroli, zastraszaniu, naruszaniu praw i temu, czy druga osoba może bezpiecznie powiedzieć „nie”. W przypadku gaslightingu szczególnie ważny jest schemat podważania jej oceny rzeczywistości.

Nie oznacza to, że na pomoc trzeba „uzbierać” odpowiednią liczbę zdarzeń. Pojedyncza poważna groźba także zasługuje na potraktowanie serio.

Nie potrzeba też internetowej diagnozy partnera. Określenia „narcyz”, „psychopata” czy „zaburzony” nie zastępują opisu zachowania. Zaburzenia psychiczne nie są równoznaczne ze stosowaniem przemocy i nie stanowią jej usprawiedliwienia.

Zamiast szukać etykiety, można nazwać konkrety: zabiera mi pieniądze, grozi mi, zabrania kontaktów, podważa moje wspomnienia, nie respektuje odmowy.

Nie musisz rozstrzygnąć, kim ktoś „jest”, żeby uznać, że to, co robi, wymaga reakcji.

Przeprosiny nie są jeszcze zmianą

Osoba stosująca przemoc może podjąć pracę nad swoim zachowaniem. Nie wystarczą jednak same zapewnienia, prezent ani obietnica, że od jutra będzie inaczej. Znaczenie mają przyjęcie odpowiedzialności bez obwiniania partnera, rezygnacja z kontroli, respektowanie granic i konsekwentna praca nad zaprzestaniem krzywdzenia.

Nie trzeba odmawiać komuś możliwości zmiany, żeby jednocześnie odmówić dalszego narażania siebie.

Nie masz obowiązku pozostawać w relacji tylko dlatego, że druga osoba obiecała rozpocząć terapię. Jej praca nad sobą nie może zależeć od tego, czy zgodzisz się wrócić, wybaczyć albo zrezygnować z własnych granic.

Trzeba również uważać na automatyczne kierowanie pary na wspólną terapię. Przy trwającej przemocy i kontroli rozmowy prowadzone razem mogą zwiększać ryzyko: informacje ujawnione podczas spotkania mogą później zostać wykorzystane przeciwko osobie krzywdzonej. Bezpieczniejszym pierwszym krokiem jest indywidualna konsultacja ze specjalistą zajmującym się przemocą i ocena sytuacji.

Twoim zadaniem nie jest wystarczająco mocno kochać, żeby ktoś przestał cię krzywdzić.

Dlaczego „po prostu odejdź” nie jest planem pomocy

Strach przed odwetem, brak pieniędzy, troska o dzieci, więź emocjonalna, wstyd i nadzieja na zmianę mogą utrudniać odejście. Niektóre osoby chcą przede wszystkim, żeby krzywdzenie się skończyło — nie są jeszcze gotowe na zakończenie związku. Potrzebują wsparcia w podejmowaniu decyzji, nie kolejnej osoby, która będzie za nie decydować.

Samo rozstanie również wymaga uwagi. Kiedy osoba stosująca przemoc podejrzewa, że traci kontrolę, zagrożenie może wzrosnąć. Dlatego demonstracyjna konfrontacja albo ogłoszenie odejścia bez przygotowania nie zawsze są bezpieczne.

Zamiast pytać: „Dlaczego jeszcze tam jesteś?”, warto zapytać: „Co utrudnia ci bezpieczne wyjście? Czego teraz potrzebujesz?”.

Być może pierwszym krokiem będzie konsultacja prawna. Być może ustalenie miejsca, do którego można się udać. Być może rozmowa, podczas której nikt nie powie, że osoba krzywdzona sama jest sobie winna.

Brak gotowości do natychmiastowego odejścia nie odbiera prawa do pomocy.

Nie musisz wygrać ostatniej rozmowy

Szukanie bezpieczeństwa nie wymaga przekonania osoby krzywdzącej do twojej wersji wydarzeń.

Warto omówić z zaufaną osobą lub specjalistą plan na sytuację zagrożenia: dokąd można się udać, kto pomoże w transporcie, jak uzyskać dostęp do telefonu, dokumentów, leków i pieniędzy. Plan powinien uwzględniać również dzieci i ich potrzeby. Przydaje się także wtedy, gdy pozostajesz w relacji i nie podejmujesz jeszcze decyzji o rozstaniu.

Jeżeli zachowujesz wiadomości, notatki lub inne materiały, przechowuj je w bezpiecznym miejscu. Nie prowokuj kolejnego zdarzenia, żeby zdobyć dowód, i nie narażaj się dla nagrania. Twoje bezpieczeństwo jest ważniejsze niż udokumentowanie następnej awantury.

Gdy podejrzewasz kontrolowanie telefonu albo kont, szukaj pomocy z urządzenia, do którego ta osoba nie ma dostępu. Nagłe zmiany haseł czy odcięcie dostępu mogą zostać zauważone — warto uwzględnić możliwą reakcję w planie bezpieczeństwa.

Nie odkładaj również pomocy zdrowotnej. Przemoc może wiązać się z lękiem, depresją, trudnościami ze snem i innymi problemami. Objawów nie należy jednak diagnozować wyłącznie na podstawie artykułu: ich przyczyny i potrzebną pomoc warto omówić ze specjalistą.

Nie musisz udowadniać, że wytrzymasz jeszcze więcej.

Do bliskich: nie dokładajcie kolejnego zamka do drzwi

Ktoś mówi, że jest poniżany. Nie odpowiadaj odruchowo, że przecież partner jest sympatyczny. Ktoś opowiada o strachu. Nie sprowadzaj tego do braku dystansu albo nadmiernej wrażliwości.

Wysłuchaj bez obwiniania. Zapytaj, jaka pomoc byłaby przydatna. Uszanuj decyzje tej osoby i nie naciskaj na natychmiastowe rozstanie. Zaproponuj konkret: towarzyszenie podczas konsultacji, pomoc w znalezieniu wsparcia, rozmowę wtedy, gdy będzie mogła mówić bezpiecznie.

Można zacząć tak:

„Traktuję to, co mówisz, poważnie. Nie zasługujesz na takie traktowanie. Zastanówmy się, co pomoże ci być bezpieczniej”.

To nie jest obietnica, że wszystko uda się rozwiązać jednym telefonem. To odmowa pozostawienia człowieka samego z przekonaniem, że jego cierpienie nikogo nie obchodzi.

Pomoc nie wymaga siniaków

W Fundacji Efekt Motyla wspieramy osoby doświadczające przemocy i ich bliskich. Skontaktuj się z nami, aby porozmawiać o dostępnej pomocy psychologicznej i poradnictwie prawnym.

Telefon: 789 580 331
E-mail: fundacja@efektmotyla.ngo
Kontakt telefoniczny: od poniedziałku do piątku, w godzinach 8.00–20.00.

Bezpłatne, całodobowe wsparcie zapewnia również „Niebieska Linia” — 800 120 002. Z pomocy mogą korzystać osoby doświadczające przemocy oraz jej świadkowie.

W bezpośrednim zagrożeniu życia lub zdrowia dzwoń pod numer 112. Nie czekaj na odpowiedź mailową ani na otwarcie fundacji.

Nie musisz mieć gotowej decyzji o rozstaniu. Nie musisz znać fachowej nazwy tego, co się dzieje. Możesz zacząć od jednego zdania: „Boję się tego, jak jestem traktowana lub traktowany, i potrzebuję pomocy”.

Nie trzeba dostać w twarz, żeby mieć prawo powiedzieć: dość.

Udostępnij artykuł
facebook X in WA mail