Kiedy rozwód staje się wojną. Dlaczego złość potrafi trzymać nas w związku jeszcze przez lata

Rozwód formalnie może zakończyć małżeństwo w ciągu kilku miesięcy. Emocjonalnie jednak rozstanie potrafi trwać znacznie dłużej.

Są osoby, które jeszcze pięć, sześć czy dziesięć lat po zakończeniu związku nadal żyją kolejnymi pismami, rozprawami, oskarżeniami, podziałem majątku, walką o pieniądze, nieruchomości czy dzieci. Każda wiadomość od byłego partnera uruchamia emocje. Każda decyzja sądu staje się kolejną bitwą. Każdy kompromis zaczyna być postrzegany jako porażka.

I choć dwoje ludzi już ze sobą nie mieszka, czasem nadal pozostają ze sobą niezwykle silnie związani.

Tylko że tym razem nie przez miłość.

Przez złość.

Złość czasem jest łatwiejsza niż smutek

Kiedy kończy się ważny związek, człowiek musi zmierzyć się ze stratą.

Traci nie tylko partnera. Traci również wyobrażenie o przyszłości, wspólne rytuały, poczucie rodziny, bezpieczeństwo finansowe, dom, znajomych, a niekiedy także część swojej dotychczasowej tożsamości.

Smutek oznacza konieczność przyjęcia do wiadomości:

„To naprawdę się skończyło.”

Złość działa inaczej.

Złość daje energię.

Można napisać kolejne pismo. Zadzwonić do prawnika. Odpowiedzieć na wiadomość. Poszukać dowodów. Udowodnić drugiej osobie, że kłamie. Wykazać, że to ona ponosi winę.

Człowiek ma wtedy poczucie, że nadal coś robi.

Że walczy.

Że kontroluje sytuację.

Dlatego czasami łatwiej przez kilka lat być wściekłym niż przez kilka miesięcy naprawdę przeżyć żałobę po zakończonej relacji.

Można się rozwieść i nadal pozostawać w związku

Brzmi paradoksalnie, ale zdarza się bardzo często.

Para nie mieszka razem. Ma orzeczony rozwód. Być może jedno albo oboje partnerów rozpoczęli już nowe życie.

A jednak były mąż lub była żona nadal zajmuje ogromną część codzienności.

Co zrobił?

Co powiedziała?

Dlaczego nie odpisał?

Dlaczego znowu złożyła pismo?

Co napisał prawnik?

Komu wynajął mieszkanie?

Ile zarobiła?

Dlaczego nie zapłacił?

Co powiedział dzieciom?

Kto komu pierwszy powinien ustąpić?

W pewnym momencie były partner przestaje być człowiekiem, z którym kiedyś dzieliliśmy życie. Staje się przeciwnikiem.

I wtedy każdy spór zaczyna wyglądać jak wojna, w której trzeba zwyciężyć.

Problem polega na tym, że taka wojna może nie mieć końca.

„Nie odpuszczę mu ani złotówki”

Wyobraźmy sobie kobietę, która po dwudziestu latach małżeństwa przechodzi trudny rozwód.

Przez lata czuła się niedoceniana. Uważa, że poświęciła rodzinie najlepsze lata swojego życia. Po rozstaniu rozpoczyna się podział majątku.

Były mąż proponuje kompromis.

Ona odpowiada:

„Nie chodzi już o pieniądze. Chodzi o zasadę.”

Mijają trzy lata.

Koszty prawników rosną. Odbywają się kolejne rozprawy. Każda informacja dotycząca byłego męża wywołuje ogromne emocje.

W końcu kobieta otrzymuje kwotę niewiele większą niż ta, którą mogła dostać kilka lat wcześniej.

Formalnie wygrała.

Ale przez te lata nie zaczęła nowego życia.

Jej życie nadal krążyło wokół byłego męża.

„Muszę udowodnić, że to ona była winna”

Podobny mechanizm może dotyczyć mężczyzny.

Po rozstaniu jest przekonany, że został skrzywdzony i niesprawiedliwie oceniony.

Każdą rozmowę z byłą partnerką analizuje godzinami. Zapisuje wiadomości. Wraca do wydarzeń sprzed wielu lat.

Nie chodzi już nawet o konkretną sprawę.

Najważniejsze staje się jedno:

żeby ktoś wreszcie oficjalnie potwierdził, że to on miał rację.

Tym kimś ma być sąd, rodzina, dzieci albo wspólni znajomi.

Tymczasem nawet korzystny wyrok bardzo często nie daje emocjonalnego ukojenia.

Bo sąd może rozstrzygnąć spór prawny.

Nie jest jednak w stanie uleczyć poczucia odrzucenia, upokorzenia czy zdrady.

Kiedy konflikt jest czymś więcej niż konfliktem

Trzeba jednak bardzo wyraźnie rozróżnić dwie sytuacje.

Nie każdy wieloletni spór po rozwodzie jest po prostu konfliktem dwojga równorzędnych ludzi.

W relacjach, w których wcześniej występowała przemoc domowa, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.

Przemoc nie musi kończyć się wraz z wyprowadzką sprawcy lub orzeczeniem rozwodu.

Może tylko zmienić formę.

Zamiast krzyku czy przemocy fizycznej pojawiają się:

  • niekończące się pisma i postępowania,
  • próby kontrolowania finansów,
  • blokowanie sprzedaży wspólnego majątku,
  • wykorzystywanie dzieci do przekazywania informacji,
  • groźby odebrania dzieci,
  • ciągłe podważanie kompetencji drugiego rodzica,
  • rozpowszechnianie informacji mających zniszczyć jego reputację,
  • śledzenie aktywności w mediach społecznościowych,
  • uporczywe kontakty pod pozorem spraw formalnych,
  • odmawianie wykonania wcześniejszych ustaleń,
  • tworzenie kolejnych sytuacji zmuszających byłego partnera do kontaktu.

Wówczas nie można powiedzieć osobie pokrzywdzonej po prostu:

„Odpuść.”

Bo czasami ona wcale nie walczy z powodu złości.

Ona nadal próbuje się chronić.

Przemoc po rozstaniu

Dla części osób moment rozstania bywa szczególnie trudny właśnie dlatego, że drugi partner traci możliwość bezpośredniej kontroli.

Kiedy nie może już kontrolować:

gdzie druga osoba wychodzi,

z kim się spotyka,

jak wydaje pieniądze,

jak się ubiera,

gdzie pracuje,

zaczyna szukać innych sposobów wpływania na jej życie.

Kontrola może przenieść się wtedy na obszar finansów, dzieci, majątku lub postępowań prawnych.

Dlatego szczególnie w relacjach, w których wcześniej występowała przemoc, trzeba bardzo ostrożnie używać określenia „konflikt”.

Konflikt zakłada pewną równowagę stron.

Przemoc oznacza natomiast próbę uzyskania przewagi i podporządkowania drugiego człowieka.

To nie jest to samo.

„Skoro nie mogę mieć nad tobą kontroli, będę kontrolował twoje życie”

Wyobraźmy sobie kolejną sytuację.

Małżeństwo rozpada się po wielu latach trudnej relacji. Kobieta odchodzi.

Rozwód zostaje orzeczony.

Pozostaje jednak wspólna nieruchomość.

Były partner korzysta z niej, wynajmuje ją lub czerpie z niej dochody, ale nie przekazuje drugiej stronie należnej części.

Jednocześnie przeciąga rozmowy dotyczące podziału majątku.

Kiedy pojawia się możliwość porozumienia, dochodzą kolejne warunki.

Potem następne.

Każda sprawa wymaga kolejnego pisma, telefonu, spotkania lub rozprawy.

Formalnie małżeństwa już nie ma.

W praktyce jedna osoba nadal ma ogromny wpływ na życie drugiej.

I właśnie dlatego tak ważne jest odróżnienie dwóch rzeczy:

walki dla samej walki od konsekwentnej ochrony własnych praw.

Granica jest bardzo cienka

Czy oznacza to, że po rozwodzie należy zawsze ustępować?

Nie.

Czasami trzeba walczyć.

Trzeba dochodzić alimentów.

Trzeba domagać się swojej części majątku.

Trzeba reagować na niewykonywanie orzeczeń sądu.

Trzeba chronić dzieci.

Trzeba korzystać z pomocy prawnika.

Trzeba stawiać granice.

Problem pojawia się wtedy, gdy przestajemy zadawać sobie pytanie:

„Co chcę osiągnąć?”

a zaczynamy kierować się pytaniem:

„Jak zrobić, żeby on albo ona przegrał?”

To ogromna różnica.

Małe kroki bywają skuteczniejsze niż wielka wojna

W wieloletnich konfliktach często wszystko zostaje wrzucone do jednego worka.

Dom.

Mieszkanie.

Samochód.

Pieniądze.

Długi.

Wynagrodzenia.

Alimenty.

Ruchomości.

Dzieci.

Firmy.

Fundacje.

Roszczenia sprzed kilku lat.

Każda rzecz staje się częścią jednego gigantycznego sporu.

A przecież czasami lepszym rozwiązaniem jest zamknięcie kolejnych spraw pojedynczo.

Najpierw jedna należność.

Potem kolejna.

Następnie konkretny składnik majątku.

Każde zakończone zagadnienie oznacza jeden powód mniej do kontaktowania się z byłym partnerem.

To właśnie może być prawdziwym celem.

Nie zwycięstwo.

Wolność.

Najbardziej cierpią dzieci

W wojnie rozwodowej dzieci bardzo łatwo zostają wciągnięte w konflikt dorosłych.

Czasami dzieje się to wprost:

„Powiedz ojcu, że…”

„Zapytaj matkę, dlaczego…”

„Zobacz, co twój tata zrobił.”

Czasem dużo subtelniej.

Dziecko zaczyna wyczuwać, że nie powinno mówić o tym, że dobrze bawiło się u drugiego rodzica.

Obawia się pochwalić prezent.

Nie chce powiedzieć, że tęskni.

Zaczyna chronić emocjonalnie jednego rodzica przed drugim.

A przecież dziecko nie powinno być mediatorem, świadkiem, powiernikiem ani sędzią swoich rodziców.

Może kochać oboje.

Nawet jeśli oni przestali kochać siebie.

Najtrudniejsze pytanie: co byłoby, gdyby jutro ten konflikt się skończył?

Warto czasami zadać sobie bardzo niewygodne pytanie:

Co zrobiłbym ze swoim życiem, gdyby jutro wszystkie sprawy z byłym partnerem zostały zakończone?

Nie byłoby już pism.

Telefonów.

Spotkań z prawnikami.

Rozpraw.

Analizowania wiadomości.

Rozmawiania ze znajomymi o byłej żonie czy byłym mężu.

Co zostałoby wtedy?

Dla części osób odpowiedź jest trudna.

Bo konflikt przez lata staje się częścią codzienności.

Czasami nawet częścią tożsamości.

„Jestem tym, którego skrzywdzono.”

„Jestem tą, która walczy.”

A zakończenie wojny oznacza konieczność odpowiedzi na kolejne pytanie:

Kim jestem bez tej walki?

Wybaczenie nie oznacza zgody na krzywdę

Czasami mówi się osobom po trudnych relacjach:

„Musisz wybaczyć.”

To zdanie potrafi być bardzo krzywdzące.

Człowiek nie ma obowiązku zapominać tego, czego doświadczył.

Nie musi uznawać przemocy za coś nieistotnego.

Nie musi ponownie wpuszczać sprawcy do swojego życia.

Nie musi rezygnować z dochodzenia swoich praw.

Emocjonalne odpuszczenie oznacza coś innego.

To moment, w którym drugi człowiek przestaje decydować o naszym nastroju, naszych wyborach i naszej przyszłości.

Możemy pamiętać.

Możemy wyciągnąć konsekwencje.

Możemy stawiać granice.

Ale nie musimy już codziennie żyć tym, co wydarzyło się kilka lat wcześniej.

Prawdziwe zwycięstwo może wyglądać inaczej

W wieloletnim sporze łatwo uwierzyć, że zwycięstwo nastąpi dopiero wtedy, gdy druga osoba przegra.

Tymczasem prawdziwe zwycięstwo może wyglądać zupełnie inaczej.

To spokojny dzień, w którym nie sprawdzamy już, co robi były partner.

To możliwość wyjazdu na wakacje bez analizowania kolejnego pisma.

To nowa relacja, której nie zatruwają stare konflikty.

To dziecko, które nie musi wybierać pomiędzy rodzicami.

To świadomość, że potrafimy chronić swoje prawa bez potrzeby niszczenia drugiego człowieka.

To odzyskanie własnego życia.

Czasami największą wygraną jest zakończenie wojny

Rozwód oznacza koniec pewnego etapu.

Nie zawsze da się zakończyć go spokojnie.

Nie zawsze możliwe jest porozumienie.

Są sytuacje, w których konieczna jest stanowcza ochrona własnych praw, bezpieczeństwa i dzieci.

Ale nawet wtedy warto pamiętać o jednym:

celem nie powinno być wieczne prowadzenie wojny.

Celem powinno być doprowadzenie do momentu, w którym drugi człowiek przestaje mieć władzę nad naszym życiem.

Bo można wygrać każdą rozprawę i nadal być więźniem dawnego związku.

Można też przegrać kilka bitew, a odzyskać coś znacznie ważniejszego:

spokój,

niezależność,

poczucie bezpieczeństwa

i możliwość rozpoczęcia życia, w którym były partner nie zajmuje już najważniejszego miejsca.

Jeśli jesteś w takiej sytuacji

Jeżeli rozstanie wiąże się z przemocą, groźbami, kontrolowaniem, nękaniem albo wykorzystywaniem dzieci lub finansów do wywierania presji, nie musisz radzić sobie z tym samotnie.

Warto poszukać profesjonalnego wsparcia psychologicznego i prawnego oraz zabezpieczyć dokumentację dotyczącą zachowań drugiej osoby.

W sytuacji bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwo powinno być ważniejsze niż próba osiągnięcia porozumienia.

Fundacja Efekt Motyla wspiera osoby doświadczające przemocy oraz osoby, które próbują odbudować swoje życie po trudnych i wyniszczających relacjach.

Czasem pierwszym krokiem nie jest rozwiązanie wszystkich problemów.

Czasem pierwszym krokiem jest po prostu decyzja:

„Nie chcę już, żeby ten konflikt był całym moim życiem.”

Udostępnij artykuł
facebook X in WA mail