Wybieram Samotność
Zaczyna się niewinnie
Na początku to tylko potrzeba spokoju. Chwila ciszy po pracy. Weekend bez spotkań. Zasłużony odpoczynek od ludzi i ich problemów. Człowiek tłumaczy sobie, że to dla dobra własnego umysłu. Ale ta cisza, choć przynosi ulgę, zaczyna też coś odbierać – powoli, niezauważalnie.
Samotność rośnie w cieniu
Im dłużej z nią jesteś, tym mniej pamiętasz, jak to jest być z kimś. Słowa tracą znaczenie, spojrzenia stają się niewygodne. Zamiast rozmów pojawia się milczenie, które z czasem przestaje przeszkadzać. Samotność zaczyna mówić własnym głosem – spokojnym, racjonalnym, niemal przekonującym: „Po co ci ludzie? Po co ryzyko? Po co ból?”
Ostrzeżenie
Samotność jest jak zimna woda – najpierw koi, potem obezwładnia. Uczy spokoju, ale odbiera ciepło. Sprawia, że czujesz się bezpiecznie, a jednocześnie coraz dalej od wszystkiego, co żywe.
Niektórzy już nie wracają.
Nie dlatego, że nie mogą. Dlatego, że zapomnieli, po co mieliby to robić.
Wybieram samotność – ale wiem, czym ryzykuję
Czasem trzeba się odsunąć, by odzyskać równowagę. Ale samotność nie może być domem – tylko przystankiem. Zbyt długo w niej pozostając, zaczynasz widzieć świat jak przez szybę: wyraźnie, lecz bez dotyku.
Więc jeśli też ją wybierasz – rób to świadomie. Bo samotność nie jest wyborem bez konsekwencji.
