Wybieram Samotność
Nie dlatego, że chcę. Dlatego, że coraz trudniej jest chcieć czegokolwiek.
Z roku na rok ludzie stają się sobie obcy – nawet ci najbliżsi. Uśmiechy są coraz bardziej wyćwiczone, rozmowy coraz płytsze, a obecność coraz bardziej pozorna. W takim świecie samotność zaczyna wydawać się schronieniem. Ale to złudzenie, które potrafi wciągnąć jak bagno.
Zaczyna się niewinnie
Na początku to tylko potrzeba spokoju. Chwila ciszy po pracy. Weekend bez spotkań. Zasłużony odpoczynek od ludzi i ich problemów. Człowiek tłumaczy sobie, że to dla dobra własnego umysłu. Ale ta cisza, choć przynosi ulgę, zaczyna też coś odbierać – powoli, niezauważalnie.
Samotność rośnie w cieniu
Im dłużej z nią jesteś, tym mniej pamiętasz, jak to jest być z kimś. Słowa tracą znaczenie, spojrzenia stają się niewygodne. Zamiast rozmów pojawia się milczenie, które z czasem przestaje przeszkadzać. Samotność zaczyna mówić własnym głosem – spokojnym, racjonalnym, niemal przekonującym: „Po co ci ludzie? Po co ryzyko? Po co ból?”
Ostrzeżenie
Samotność jest jak zimna woda – najpierw koi, potem obezwładnia. Uczy spokoju, ale odbiera ciepło. Sprawia, że czujesz się bezpiecznie, a jednocześnie coraz dalej od wszystkiego, co żywe.
Niektórzy już nie wracają.
Nie dlatego, że nie mogą. Dlatego, że zapomnieli, po co mieliby to robić.
Wybieram samotność – ale wiem, czym ryzykuję
Czasem trzeba się odsunąć, by odzyskać równowagę. Ale samotność nie może być domem – tylko przystankiem. Zbyt długo w niej pozostając, zaczynasz widzieć świat jak przez szybę: wyraźnie, lecz bez dotyku.
Więc jeśli też ją wybierasz – rób to świadomie. Bo samotność nie jest wyborem bez konsekwencji.
